piątek, 31 lipca 2015

MOJA WŁOSOWA HISTORIA - WŁOSOPASJATKA

Cześć dziewczyny!

Długo zabierałam się do tego, aby opisać swoją włosową historię, ale w końcu naszła mnie wena na taką opowieść :).

Kiedy byłam bardzo mała, włosy miałam zawsze ścinane do brody, później tak za obojczyki. Lekko się kręciły na końcach, teraz są one proste jak druty. Na początku byłam blondynką, później włosy ściemniały:




Zazwyczaj mama robiła mi warkoczyki, ponieważ byłam ciężkim dzieckiem do czesania, że tak powiem.  Bardzo tego nie lubiłam, wszędzie było mnie pełno więc się plątały, dlatego mama miała dobry plan. Były dość grube jak na mnie:



Listopad 2009, wciąż ta sama długość i nic nie robienie z włosami. Miałam tutaj 12 lat:





Sierpień 2010:



Dalej nie miałam skomplikowanej pielęgnacji. Myłam włosy samym szamponem, aż w końcu mama kupiła mi odżywkę WAX, do włosów ciemnych i od tamtej pory zaczęłam interesować się tym, co dzieje się z moimi włosami, ponieważ po niej były mięciutkie. Zaczęłam zwracać uwagę na wiele specyfików do kosmyków w sklepach i bardziej zainteresowałam się pielęgnacją.

Pierwszy raz włosy zafarbowałam szamponetką z Marion w odcieniu rubinowym, gdy byłam w 4 klasie podstawówki, niestety nie posiadam zdjęć. No i się zaczęło...Włosy sobie podrosły, a ja chciałam mieć je ciemniejsze i ciemniejsze. Przez ten czas przewinęło się u mnie multum szamponetek.

Wrzesień 2011, był ostatnim rokiem (nie licząc niebieskich końcówek zrobionych w wakacje, które ścięłam na początku września, niestety zdjęcia nie posiadam) , kiedy włosy miałam naturalnego koloru i nie były już tak krótkie:


W marcu 2012, dolną partię włosów pofarbowałam ciemnobrązową farbą u fryzjera:






Nadal używałam szamponów, oczywiście z silikonami, bo jeszcze wtedy nie myślałam o naturalnej pielęgnacji oraz odżywek. Włosy sobie rosły, a ja nie chciałam ich ścinać, bo bardzo podobał mi się efekt długich włosów.

W roku 2013, były już dość długie i farbowane szamponetkami na brązowo (jeszcze nie używałam farb trwałych). Pielęgnacja nadal ograniczała się do odżywek i szamponów, jednak zażywałam już suplementy:




W lipcu, tego samego roku dałam się pochłonąć wakacjom, kiedy to zazwyczaj najbardziej cierpią włosy. Postanowiłam, że zrobię sobie ombre:


Niestety pod koniec sierpnia mama kazała mi je przefarbować na brązowy, ponieważ szkoła. No i to był ten czas, kiedy się zniszczyły. Później co chwilę farbowałam je na czarno.

 Lipiec 2014:


Były coraz dłuższe i dłuższe i zniszczone oraz cienkie.  W maju 2015 postanowiłam je drastycznie obciąć po pierwszej próbie zmiany koloru:


Ale i tak blond chodził mi po głowie. Uważam, że i tak potrafią wiele przetrwać. Ostatni rok to pokazał. Zażyczyłam sobie, że będę tą blondynką...Jedna wielka masakra. Nie posiadam zdjęć, ponieważ nawet nie chciałam ich robić, kiedy to moje włosy przechodziły piekło. Najpierw nałożyłam dekoloryzator bez rozjaśniacza i farbę blond, ale nie wyszło. Więc pobiegłam dwa dni później po czarną farbę i ją nałożyłam. Miesiąc później postanowiłam znów spróbować i zrobiłam najgorszą rzecz. Rozjaśniłam w domowy sposób. Wyszły żółte. Dzień później pobiegłam do fryzjera, gdzie zafarbowano mi włosy na ciemny brąz, który bardzo szybko się wypłukał. Włosy zostawiłam w spokoju. Do czasu, kiedy znów nie poleciałam miesiąc później po czarną farbę. I to samo. Włosy ciemne. Ale nie dawałam za wygraną. Z dwa miesiące później poszłam do fryzjera, żeby wrócić do naturalnego koloru włosów. Zamiast chłodnego, ciemnego blondu, uzyskałam ciepły rudy. Więc dzień później zafarbowałam z powrotem na ciemny brąz farbą drogeryjną. Jak teraz to wspominam, to dziwię się, że mam jeszcze włosy na głowie. No i zawsze zarzekałam się, że już nie pofarbuję włosów. Z jakiś miesiąc temu, znów zamarzyłam sobie blond. Kupiłam dekoloryzator z rozjaśniaczem i nałożyłam 2 razy pod rząd. Na to farbę blond, ale nie wyszło ładnie, bo tu rude, tam żółte i na to ciemny blond, który wygrzebałam z półki. Wszystko to jednego wieczoru. Chciało mi się płakać. Przeczekałam tydzień i poszłam do fryzjera. Zafarbowała mi włosy na brązowo, metodą OLAPLEX i odżywiła OLAPLEXEM oraz ścięła...Do obojczyków. Powiedziano mi, że dawno nie cięto tam tak zniszczonych włosów.  Zaczęłam intensywną pielęgnację. Olejowanie, laminowanie, odżywianie, nawet kupiłam OLAPLEX NO.3.

Teraz są zdrowe oraz w dobrej kondycji, z tym, że krótkie. Zauważyłam, że znów się lekko podwijają, tak jak za czasów dziecięcych. Jednak intensywnie zapuszczam do jak najdłuższych (widać już jak trochę rosną):


Do teraz się cieszę, że mi nie wypadły...Kolor oczywiście przekłamany. Na żywo o wiele jaśniejszy.

Moja pielęgnacja teraz:

- myję włosy szamponami bez silikonów, teraz używam szamponu Kallos Blueberry oraz szamponu w kremie Yves Rocher,

 - nakładami maski do włosów 3 razy w tygodniu, a są to zazwyczaj: Kallos Blueberry, Kallos Algae, Wax z aloesem oraz L’oreal Keratin,

- raz w tygodniu robię cukrowy peeling skóry głowy,

 - co dwa dni nakładam olej na noc (czyli przed każdym myciem). Używam oleju lnianego, kokosowego, sezamowego, arganowego, avocado oraz oliwki hipp i babydream fur mum,

 - czeszę włosy tylko szczotką Tangle Teezer,

 - używam jedwabiu do włosów Green Pharmacy na końcówki,

 - psikam odżywką w spray’u Gliss Kur gdy mam kłopot z ich rozczesaniem,

 - związuję na noc jak się da, ponieważ są krótkie,

 - używam gumek invisibobble oraz twistband,

 - co dwa tygodnie wykonuję zabieg laminowania,

 - nie suszę włosów suszarką, nie prostuję ich (nigdy tego nie robiłam),

 - NIE FARBUJĘ JUŻ WŁOSÓW! Mogłoby się to źle skończyć w moim przypadku,

 - raz w tygodniu robię płukankę kawową,

 - codziennie piję napar z pokrzywy oraz jem siemię lniane.

Wasze Włosowe Historie ---> KLIK  


Pozdrawiam,
Marta | Włosopasjatka


16 komentarzy :

  1. Pre wiele lat miałam krótkie włosy, dlatego od ponad 10 mam dosyć długie, do łopatek i nie wyobrażam sobie ich ścięcia :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z bólem je ścinałam, ale to są efekty kobiecej zachcianki - NA JUŻ! :( Niestety ..ale twardo stoję przy swoim :)

      Usuń
  2. Domowe farbowanie na blond to jedna z najgorszych rzeczy, jakie można zrobić włosom... Trzymam kciuki za dalsze przemiany! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego wspaniałym przykładem - ktoś musi! :D Haha, teraz już nigdy bym tego nie zrobiła. Nie tknę się już żadnej farby sama ;) Dziękuję! :)

      Usuń
  3. Każda chyba z nas przechodziła etap farbowania włosów, ale mi to już przeszło-od jakichś 5 lat tego nie robię i tego będę się trzymać.
    Podziwiam, że jesteś taka systematyczna w pielęgnacji-ja ciągle zapominam o peelingu i płukankach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj z tą systematyką u mnie cięzko bywało, jednak punktem kulminacyjnym było właśnie ścięcie włosów, gdzie kocham kiedy kosmyki spadają na moje plecy i się zawzięłam. I powiem Ci, że gdyby nie systematyczność w pielęgnacji to ciężko by było :)

      Usuń
  4. Troszkę te Twoje włosy przeszły :) Świetnie, że wiesz jak o nie dbać skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super historia :). Powodzenia w dalszej pielęgnacji <3.

    OdpowiedzUsuń
  6. Też bym chciała zaprzestać farbowania włosów ;) i wytrwałości w zapuszczaniu życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taki etap w życiu, który wręcz do tego zmusza :D Ale widzę, że moje włosy są o wieeeleee lepsze odkąd ich nie farbuję. Kiedyś to było na zasadzie, że po prostu muszę i już, ale to przeszość na szczęście :)

      Usuń
  7. krótkie, ale widzć że zdrowe i zadbane ;)
    I to najważniejsze! :)))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, walka o długość trwa :)
      Również pozdrawiam! :)).

      Usuń
  8. Prezentują się świetnie :-) ciekawa jestem tych szamponow z kallosa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście są to moje ulubione, delikatne szampony do włosów. Bardzo dobrze oczyszczają i mają bardzo fajny skład. Moim zdecydowanym ulubieńcem szamponowym z Kallosa jest właśnie ten Blueberry, a dodatkowo z maską stanowią świetny duet :)

      Usuń

Dziękuję bardzo za podzielenie się ze mną swoją opinią. Na pewno za niedługo postaram się odpowiedzieć :)

TRANSLATE